Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
12. Boys, did they have fun?
 

12. Boys, did they have fun?

Moja euforia związana z posiadaniem kasy na koncie nie trwała długo. W końcu żyję swoim zasranym życiem, w którym nie ma opcji: za dużo pieniędzy. Teraz siedzę w poczekalni w jakimś urzędzie. Śledzę ruch wskazówek zegara, bo nie chcę znowu spóźnić się do Ryana. Za często mi się to zdarza, podobnie jak wcześniejsze opuszczanie pracy. Co z tego, że on twierdzi, że mu to nie przeszkadza?
Ale po kolei… Rano wstałam, ubrałam się, w pośpiechu zaczęłam szykować śniadanie.
- Alice, przeczytaj o co tu chodzi, nie wiem gdzie posiałem okulary – powiedział mi wujek podając jakiś list. Brr, urzędowy list.
- Wystąpił jakiś błąd i źle ci liczyli jakieś rachunki – zaczęłam tłumaczyć – i trzeba będzie… CO?!?!
- Co się stało?
- Nie, nie, nic. Nie masz się czym przejmować, wujku, załatwię to po południu.
Cholera, trzeba będzie dopłacić taką astronomiczną sumę, że nie wiem, jak sobie z tym poradzę. Jakoś muszę… Ale nie wezmę przecież trzeciego etatu!
- Już ta godzina? Lecę do pracy!
***
Wreszcie jakiś urzędas w garniaku może się zająć moją sprawą. Ciężko będzie, bo mam ochotę na kogoś pokrzyczeć. Muszę się opanować… ale jak, skoro od rana nawet nie zdążyłam nic zjeść!
***
- Jak to nic nie da się zrobić?! – a jednak zaczęłam krzyczeć – To przecież była wasza pomyłka!
- Naprawdę, bardzo mi przykro, ale będzie musiała pani zapłacić.
Wkurza mnie ten gościu, jeszcze przylepił sobie takiego sztucznego banana na twarz, że zaraz go trzasnę.
- Nie zapłacę! – powiedziałam w końcu.
- Jeszcze zobaczymy.
- Nic pan nie zobaczy, bo nie zapłacę!
Trzasnęłam w końcu, ale drzwiami i popędziłam do Ryana
***
- Zostajesz dziś grać w karty? – spytał Spencer.
- Dziś chyba nie. Chciałabym się dziś wyspać.
- Pamiętajcie, że dziś mamy jechać do Jona – przypomniał Brendon.
- Dzięki, geniuszu że przypominasz nam to po raz kolejny.
- A wcześniej idziemy do jakiegoś klubu – dodał Brendon.
- Ech, wiemy.
- Alice, chodź z nami.
- Nie, dzięki, mam już dość wszystkiego, marzę tylko o łóżku…
- Co ty robisz po nocach, że tak się nie wysypiasz? – zastanowił się wokalista, a po jego minie poznałam, że sam udzielił sobie błędnej odpowiedzi.
- Nie podniecaj się, Brendon, spokojnie – niezastąpiony Spencer.
- Usiądź sobie i się poczęstuj – odparł Bden.
- Cieszę się, że częstujesz mnie nie swoim żarciem. Coś ciekawego w lodówce?
- Dużo ciekawych rzeczy. Zrobiłam dziś spore zakupy.
- On zaczyna mnie już mocno wkurwiać! – powiedział nagle Spencer.
- Kto? – zapytałam zdziwiona tym nagłym „wybuchem”.
- Ryan. Gada przez telefon już chyba godzinę – odpowiedział mi Brendon – a my na niego czekamy. Bo mamy iść na imprezę…
- Aha, ale i tak Jona jeszcze nie ma.
- I nie będzie go. Umówił się z jakąś dziewczyną, a my mamy do niego wpaść dopiero na nockę.
Już mi kiedyś tłumaczyli, że jak mają jechać na jakiś koncert i wyjeżdżają bardzo wcześnie rano to zwalają się do kogoś na noc, żeby dłużej pospać. Nie wiem, jakie to jest dłuższe spanie bo z tego co wiem zwykle przekształca się w zwykłą libację.
- Spiesz się – krzyknął Spencer, bo Ryan akurat przechodził niedaleko.
- Zamknij się. Nie, nie, to do Spencera – odpowiedział i znów zaczął swój marsz.
Chłopaki mieli naprawdę wkurzone miny, ale na szczęście po chwili Ryan wrócił bez telefonu przy uchu i o dziwo w bardzo dobrym humorze.
- Wiecie kto dzwonił? – zapytał uradowany.
- Nie! – chłopaki byli nieco mniej uradowani.
- Zgadnijcie.
- Keltie? – zapytałam, no bo z kim chłopak może gadać tyle czasu?!
- Nie, Stump, też będą na tej imprezie.
- I to omawialiście przez – Spencer spojrzał na zegarek – 45 minut?
- No… aż tak długo? Nie. Takie tam. O pierdołach gadaliśmy. To co, idziemy? Alice, sorry, że to mówię, ale… mogłabyś się chociaż przebrać?
Spojrzałam na siebie od dołu i szczerze mówiąc nie zrozumiałam o co chodzi.
- Co masz do mojego stroju?! Ja tu sprzątam!
- Ale ja mówię o imprezie!
- No przecież ja nie idę.
- Jak to nie? Czemu nie?
- My też się nad tym zastanawialiśmy.
- Proponują wsadzić ją na siłę do samochodu.
- Zgadzam się w zupełności.
- Hej, mam chyba prawo głosu – przerwałam buntowniczo.
- Zawsze uważałem, że obcokrajowcy nie powinni mieć żadnych praw, co o tym sądzicie?
Popukałam się w czoło i ruszyłam do wyjścia
- To do zobaczenia pojutrze! Udanej trasy, nie uchlajcie się dziś za bardzo.
Nie udało mi się jednak tak łatwo opuścić domu. Poczułam jak ktoś mnie łapie za ręce i zobaczyłam jak Ryan podnosi w górę moje nogi. Wierzgnęłam i krzyknęłam udając rozzłoszczoną, co mi nie wyszło zbyt realistycznie.
- Brendon zamknij drzwi – usłyszałam za głową głos Spencera.
- Puśćcie mnie – mówiłam śmiejąc się. Przy okazji kopałam nogami jak się tylko dało, więc o ile Spencerowi niewygodnie musiało być mnie nieść, o tyle Ryan ledwo co mnie utrzymywał. Usłyszałam szczęk zamka i po chwili zobaczyłam trzeciego wariata całkiem zadowolonego z zabawy kolegów.
- Mówię serio, przecież nie pojadę w takim stroju – powiedziałam myśląc, że może to przekona chłopaków. Głupia nadzieja…
- Fakt, nie możemy się pokazywać z człowiekiem w takiej bluzie – odparł udając zmartwienie Spencer.
- Nic się nie martw, w samochodzie cię rozbierzemy, wyskoczysz na parkiet w bieliźnie i będzie całkiem dobrze – dodał Brendon.
- Ryan, ty jeden jesteś porządnym człowiekiem – uśmiechałam się do niego najładniej jak tylko potrafiłam – pomóż mi, słyszysz co te zboczuchy mówią?
- Słyszę, słyszę. A jaką masz bieliznę?
Zaczęłam wierzgać z całej siły, przez co Ryan musiał się zatrzymać, żeby mnie nie puścić. A ja nie dawałam za wygraną.
- Przestań ruszać tymi nogami! Przez ciebie się spóźnimy!
- I to mówi człowiek, który niedawno gadał 45 minut przez telefon!
- Bo z kumplem gadałem.
- Ile można? Ja bym tak nie potrafiła… Puśćcie mnie w tej chwili! No, puśćcie mówię, ktoś do mnie dzwoni!
Nadal w pozycji „lecącej” wyciągnęłam telefon i odebrałam nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Ala? – usłyszałam po drugiej stronie.
- Mum?- zapytałam z przyzwyczajenia po angielsku – znaczy się, cześć mamo! – po chwili przeszłam na polski.
Wpadłam na genialny pomysł, oni przecież nie rozumieją ani słóweczka, które teraz mówię.
- Mamo, to ważne, podaj mi teraz Bartka – Bartek to mój brat – za chwilę pogadamy.
Odczekałam chwilę i usłyszałam młodszego brata.
- No, cześć siostra, co tam?
- Nie przejmuj się tym, co teraz gadam, dobra? Bo po prostu muszę kogoś spławić.
- Jasne – dobrze mieć takiego ugodowego braciszka.
- Naprawdę?! To straszne! Mama przesoliła ci jajecznicę? Jak ona mogła! – wygadywałam dalej podobne głupoty, widząc, że to odnosi skutek. Ryan i Spencer po chwili zatrzymali się i puścili, słysząc mój spanikowany głos. Jak dobrze jest czuć grunt pod nogami, świetnie po prostu!
- Dobra, udało się. Powiedz mamie żeby zadzwoniła za pół godziny, bo nie ma mnie na razie w domu. Pa!
- Coś się stało? Miałaś taką minę… - zmartwił się Ryan.
- Nie… nieważne… - odparłam smutna. Muszę szybko uciekać, bo inaczej nie wytrzymam i wybuchnę śmiechem.
- No powiedz.
- To moja rodzinna sprawa. Jadę do domu, cześć – powiedziałam ostro i odwróciłam się na pięcie odchodząc.
- Ej, myślicie, że ona ma jakieś problemy? Może coś z jej rodzicami, chyba z mamą gadała.
- Mam nadzieję, że nic poważnego.
***
Ruszyłam w stronę samochodu, który na szczęście stał w zupełnie przeciwnym kierunku niż ten, gdzie zaparkowali panikarze. Radośnie nuciłam sobie zadowolona z własnego talentu do udawania, już wyjęłam kluczyki i już otwierałam drzwi do samochodu, gdy ktoś nagle chwycił mój nadgarstek i mocno pociągnął między jakieś dwa budynki.
Przeraziłam się. Co innego głupie żarty z kolegami, a co innego… Dzięki Bogu nie tracę zbyt szybko zimnej krwi. Od razu złapałam mocno potężną torbę, którą ze sobą noszę, zamachnęłam się i wycelowałam w stojącą przede mną postać.
- Auć, uspokój się – usłyszałam jakby znajomy głos.
Przestałam uderzać, ale nadal trzymałam w pogotowiu torbę. Przyjrzałam się „napastnikowi”. Stała przede mną wyższa ode mnie osoba, ale nie zbyt postawna. Głos należał z pewnością do kobiety i tylko dlatego przestałam uderzać torebką. O ile nie ma ze sobą jakiejś broni to nie ma nade mną przewagi siłowej, tego byłam pewna. Zrzuciła z głowy kaptur, co od razu pomogło.
- Keltie? – spytałam zduszonym głosem – wiesz jak mnie wystraszyłaś? Wokół ciemno a ty… jeszcze po dzisiejszych przeżyciach…
- Wiem sorry. Ale ty też mogłaś najpierw pytać, a później uderzać!
- Kieruję się zasadą: jeśli ci życie miłe to nie pytaj tylko uciekaj.
Ech, po co ja się z nią dzielę takimi rzeczami?
- Znowu potrzebuję twojej pomocy.
- O nie, już się nie będę wtrącać między was. Sama sobie pomóż – powiedziałam i chciałam wrócić do otwierania samochodu.
- Proszę… to dla mnie takie ważne. Ja naprawdę nie zdradziłam Ryana.
- Wierzę ci, ale co mnie to obchodzi? Radź sobie sama.
A jednak nadal stałam i czekałam na jakieś wyjaśnienia. Ryan nie opowiedział nam o swojej rozmowie z Keltie, ale po tym, co słyszeliśmy z Brendonem historia wcale nie była ciekawa.
- Pozwól chociaż, że ci wyjaśnię.
- Pozwalam. Dostajesz całe pięć minut.
- Rzeczywiście spotkałam się z moim byłym chłopakiem, ale nawet się z nim nie całowałam. Zrobili nam zdjęcie akurat w jakimś głupim momencie i to tylko wyglądało, że my się całujemy. Ja to mówiłam Ryanowi i on mi wierzy, ale jest zły, że się z nim spotkałam.
- Nie dziwię się. Co mi do tego? Przeproś go, zrób romantyczną kolację i wszystko będzie dobrze.
- Właśnie chciałabym, tylko…
- Tylko co?
- Tylko w czasie kłótni rzuciłam w niego swoimi kluczami do jego domu. On na to mi odpowiedział: „bardzo się cieszę, że sama je oddałaś”, więc nie mam jak się dostać do środka…
- Przykro mi. Pięć minut minęło. Dobranoc – odwróciłam się i wsiadłam do samochodu.
- To mój numer telefonu, jakbyś zmieniała zdanie – zatrzymała drzwi i podała karteczkę, którą dla świętego spokoju wsunęłam do kieszeni spodni.
- Dzięki, ale raczej nie zmienię.
- Zapłacę ci…
- Wsadź sobie tę kasę… - odjechałam nie udzielając Keltie szczegółowych instrukcji, gdzie powinna wsadzić sobie te pieniądzę.
Wróciłam do domu. Wszystkie światła były zgaszone, co oznaczało, że wujek już położył się spać. Weszłam więc tradycyjnie schodami ewakuacyjnymi, później przez okno i już byłam na piętrze. Weszłam akurat do pokoju, gdy znów zadzwoniła mama.
Po rozmowie włączyłam komputer, bo właśnie w tej sprawie dzwoniła mama. Muszę ściągnąć jakieś dokumenty dotyczące mojego pobytu w Ameryce, które muszę wypełnić bla bla bla. Nudy, ale trzeba to zrobić. Właśnie wyświetliła mi się potrzebna strona, gdy nagle światło mrugnęło raz, a później drugi raz i zgasło. Siedziałam w zupełnej ciemności przed komputerem oszołomiona. Przypomniałam sobie popołudniową rozmowę:
„- Nie zapłacę! – powiedziałam.
- Jeszcze zobaczymy.
- Nic pan nie zobaczy, bo nie zapłacę!”
Chamy odłączyli mi prąd!!! I to ja teraz nic nie widzę!!!
Miałam ochotę krzyczeć ze złości, ale nic by mi to nie dało. W dodatku te dokumenty są naprawdę ważne. Nagle coś się zaświeciło. Z nadzieją spojrzałam w kierunku światła, ale to był tylko mój telefon. Odczytałam SMSa zdziwiona. To był SMS od Jona!
„Hej Alice, siedzę sam w domu, a chłopaki chyba na jakiejś dyskotece, więc trochę się nudzę. Co porabiasz?”
Odpisałam:
„Załamuję się nerwowo, ale nie martw się, może przeżyję. Słyszałam, że umówiłeś się dziś z jakąś dziewczyną. Udana randka?”
„Bardzo udana. A co się stało? Może mogę jakoś pomóc?”
„Nie, wszystko czego potrzebuję to sprawnego komputera, żeby wydrukować ważne dokumenty. Inaczej odeślą mnie z powrotem do Polski, super, prawda?”
„Taki problem? Myślałem, że to coś poważnego. Przyjeżdżaj do mnie to sobie wydrukujesz”
„Nie, o tej porze?”
„O jakiej znów porze? I tak muszę czekać aż chłopaki wrócą, bo dziś u mnie śpią. Widzę cię u siebie za 15 minut, jasne?”
Podskoczyłam z radości. Czyli jednak uda mi się załatwić tę sprawę już dziś!
„No to ja już jadę, nastaw wodę na herbatę”
***
- Herbata gotowa.
- Dzięki. A ja już kończę drukowanie.
- A co się właściwie stało z twoim komputerem?
- Takie tam problemy – powiedziałam wypijając kilka łyków herbaty. Przecież nie powiem, że odłączyli mi prąd z powodu niezapłaconych rachunków!
- Nie będzie ci przeszkadzać, że zacznę się pakować?
- Oczywiście, że nie! Ja zresztą będę się już zbierać, nie będę ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz! Zostań! Ja i tak się nudzę.
- Naprawdę…
- To ja ci udostępniam komputer, a ty tak od razu chcesz uciec? Zostawić mnie samego w tym… pustym domu?
- Za niedługo zwalą ci się tamci wariaci na głowę to nie będzie już tak pusto.
- Wariaci? Coś szczególnego dziś wymyślili?
Opowiedziałam o próbie wyciągnięcia mnie na imprezę.
- Normalka. Za to właśnie lubię tych idiotów.
- Szczerze mówiąc to ja też właśnie za to ich lubię. Teraz ja czekam na zwierzenia.
- Mnie dziś nikt nie zaciągał siłą do samochodu. Tak w ogóle dziwna jesteś. Gdyby mnie trzy piękne dziewczyny zaciągały do samochodu i chciały rozbierać, to wcale bym się nie opierał.
- Gdyby mnie zaciągali trzej przystojni faceci to też opierałabym się bardzo krótko. Ale pamiętaj, że nieśli mnie twoi koledzy.
- Rzeczywiście, to nie byłoby przyjemne.
- A ja ciągle czekam na to, że powiesz jak tam poszła ci randka. Kto to, czy jest fajna, czy ją znam, czy się jeszcze umówiliście…
- Spokojnie, spokojnie! Jest bardzo fajna, pewnie znasz – wymienił jakieś nazwisko – taka aktorka. Gra w takim serialu…
- Nie oglądam seriali.
- Chodź, znajdziemy jej zdjęcie w Internecie. Na pewno ją znasz.
Znowu przysiedliśmy się do komputera. Telefon Jona zadzwonił mniej więcej w tym samym momencie, gdy ja wreszcie załapałam, o jaką aktorkę chodzi.
- Cześć, Brendon. Za długo będziecie?
- Właściwie to już jesteśmy.
- Czyli już dojeżdżacie?
- Nie, stoimy pod domem.
Chwila ciszy.
- No to czemu nie wchodzicie? A w ogóle od kiedy to dzwonisz przed wejściem.
- Dzwonię od dzisiaj, bo właśnie patrzę sobie przez okno do twojego pokoju i dlatego nie wchodzimy.
- Możesz jaśniej, bo nie rozumiem?
- Ujmę to tak. Właśnie patrzę na jakiegoś człowieka, który ma długie włosy i jest szczupły, z czego wynika, że albo od wczoraj znacząco schudłeś i zapuściłeś kłaki albo jesteś z dziewczyną, a w drugim wypadku nie wchodzimy.
- Nie, głupki. Nie jestem z dziewczyną!
Spojrzałam na niego zdziwiona i dumnie wypięłam pierś do przodu. Chyba nie ma wątpliwości…?
- Znaczy się jestem z dziewczyną, ale nie z dziewczyną w sensie… - Jonowi zabrakło słowa.
- … nie z dziewczyną w sensie panienką? – podrzucił Brendon.
- Właśnie – z tym jednym słowem wypuścił z płuc z ulgą całe powietrze.
- Czyli jesteś z dziewczyną w sensie zombie i mamy cię ratować? – zapytał Brendon. Ciekawe co teraz wymyśli Jon.
- Wyrażaj się idioto!
- No to jesteś z dziewczyną w jakim sensie? Bo chyba nie popijacie sobie kawki, prawda?
- Nie, popijamy sobie herbatkę i jestem z dziewczyną w sensie z Alice.
Po obu stronach zaległa cisza. A później usłyszałam, jak Brendon mówi zduszonym głosem:
- Słyszeliście – i to prawdopodobnie było do chłopaków – idziemy wam spuścić łomot – dodał do słuchawki i się rozłączył.
Usłyszeliśmy jak ktoś na dole szarpie za klamkę. Zeszliśmy na dół bez pośpiechu, a Jon otworzył drzwi.
- No proszę, tego się nie spodziewałem! – wykrzyknął na powitanie Brendon z uśmiechem na twarzy.
- Czego? – zapytaliśmy z Jonem równocześnie.
- Nie spodziewaliśmy się tego wszystkiego po Alice. Jak chcemy ją wyciągnąć na imprezę, to niby zmęczona, niby musi się wyspać, niby problemy w domu… a tu od razu wsiada do samochodu i pędzi do Jona. Trzeba było od razu powiedzieć, że wolisz siedzieć z nim niż z nami. Bardzo ci się dziwię, ale to chyba kwestia gustu.
- Po pierwsze, przyjechałam tu, bo była mi potrzebna pomoc. Mam już potrzebne rzeczy i wracam do domu, bo naprawdę padam z nóg. Po drugie, spójrz na Jona i porównaj ze swoim odbiciem w lustrze to przestaniesz się tak dziwić.
Ze śmiechem zaczęłam już wychodzić.
- Teraz tak na poważnie. Mamy ze sobą tyle piwa, że piąta osoba też może się uchlać w trzy dupy. Zostajesz?
- Dzięki za propozycję, ale chyba z niej nie skorzystam. Chętnie się z wami uchlam jak nie będę taka padnięta. Dobranoc!
- Dobranoc – pożegnał mnie chórek męskich głosów, a ktoś po chwili zamknął za mną drzwi.
Wróciłam do ciemnego domu. Po omacku dotarłam do pokoju. Przecież do cholery bez prądu nie da się żyć! Jutro może i wcisnę wujkowi kit, że wywaliło korki, ale będę musiała zapłacić. Tylko skąd wziąć pieniądze? Nie chciałam pożyczać, nie lubię tego robić. Zacznę chyba od przetrząśnięcia kieszeni. Może gdzieś znajdą się zaszyte, zapomniane grube pieniądze. Moja ręka natrafiła na kawałek kartki. Obejrzałam ją dokładnie pod światłem telefonu. Był to numer telefonu do Keltie…
*****************************************************
Dziś nieco dłuższy, bo nie wiem, kiedy będzie następny. Prawdopodobnie dopiero po świętach. Połączyłam po prostu 2 odcinki w jeden. Chcecie dłużej - to macie! Taka jestem kochana! :D
Może ten odcinek jest nieco niezrozumiały i chaotyczny. Takie mam wrażenie. Trudno.
Me - powinnaś pisać erotyki dla niewyżytych nastolatek!!! A ty świntuchu! Jak tak dalej pójdzie, to ludziochy będą tu wchodzić, żeby poczytać twoje komentarze :D
Linko - zdaję sobie sprawę, iż mój szablon jest piękny, cudowny i wspaniały, dlategóż, że zrobiła go moja wierna i oddana (buahahahaha!!!) przyjaciółka - za co po raz kolejny dziękuję. Bez niej nie byłoby tego opowiadania (bo chciałam po 6 odc rzucić to, tak mi się nie podobało to, co piszę), ale ona trochę wyśmiała, mniej pochwaliła (suuuper!) i powiedziała, że nie po to się męczyła z szablonem, żebym teraz tak po prostu to zostawiła. Dlatego, drogi emoboju - ściskam mocno wyciskając z ciebie zielony sok :D
Dzięki za kochanego Kisielka!
Co do wplecionych w opowiadanie innych historii (np ciotki Alice) i różnych dziwactw, to niektóre rzeczy będą odgrywały większą, niektóre mniejszą rolę. Bo mój dziwny umysł najpierw musiał rozpracować koncepcję opowiadania, a później wzięłam się za pisanie. Dlatego może być w nim kilka niejasnych elementów, które przyda się zapamiętać na później.
Wiem, że mam mało humoru. Chyba nie umiem dobrze pisać humorystycznych wątków.
Cholera! Za długie dodaję wyjaśnienia! Powiem więc jeszcze coś: zdecydowałam, że chyba wyrobię z dodawaniem dwóch odcinków w tygodniu, chciałabym, żeby to były poniedziałki i czwartki. Ale jeszcze nie od dziś, spokojnie :D jak już skończą się święta, bo one zwykle niosą trochę zamieszania. Później będę się starała dodawać je regularnie.
Pozdrawiam, zaczynacie wymiatać z tymi komentarzami! Oby tak dalej!
Aha! Przypominam, że jeśli ktoś będzie miał pomysł na tytuł, to proszę mi napisać. Uprzedzam, że MUSI być z piosenki paników, a jak już coś wykminicie, to napiszcie z jakiej to piosnki pochodzi :D dzięki!

Napisała: kisiel
Dnia: 18.03.2008
Komentarzy: 13
Wyraż swoją opinię



Hej Nie wiem, czy już komentowałam ten odcinek, a że jestem zbyt leniwa żeby to sprawdzić, to skomentuję jeszcze raz ;). Chociaż, co tu dużo pisać? Fajny jak zwykle :). Bden jak zwykle jakieś brudne myśli ma... Czekam na kolejny odcinek i zapraszam do siebie, na nową notkę.
Napisał/a: Grace
Dnia: 25.03.2008
| brak www


Jestem pierwszy raz na tym blogu i przeczytałam tą notkę,kolejne przeczytam jutro,bo dzisiaj jakoś oczy mi się klapią.A wracając do notki,bardzo mi się podoba Twój blog,gdyż jest dużo opisów wewnętrznych,co czuję Alice (głowna bohaterka jak mniemam) i odrazu można poznać jakie ma cechy i usposobienie do życia.Poza tym jest dużo zabawnych dialogów,ale także sprawy życiowe tj.nie zapłacenie rachunków i brak prądu przez to,zdrada,miłość i takie tam różne sprawy.Bardzo podoba mi się ten rozdział.Będę tu wpadać.A!Jeśli masz ochotę i czas,to wpadnij na www.negatywna-historia.blog.onet.pl,moje wypociny o Fall Out Boy.Pozdrawiam serdecznie.
Z wyrazami szacunku.
Dominika
Napisał/a: Dominika
Dnia: 25.03.2008
| brak www


Bardzo mi się podobał ten odcinek xD Co by tu więcej pisać... czyżby Alice znowu musiała się zbratać z Keltie? niee...ja tej blondyny tak nie lubię...Keltie się znaczy...
Napisał/a: DecayDance
Dnia: 25.03.2008
| brak www


No no! Super odcinek! Podoba mi sie twoje opo! Chciałabym byś informowała mnie o nowych postach na www.brendon--urie.blog.onet.pl a póki co zapraszam na 1 odcinek! Mam nadzieje, że wyrazisz swoją opinię.
Napisał/a: Monique
Dnia: 25.03.2008
| brak www


Ale doszłam do wniosku, że chętnie poczytałabym coś tak ckliwego :D W którym odcinku spykniesz Alice i któregoś z Paniców?
Chyba poszukam jakiegoś bloga niewyżytej nastolatki... ehhh .... do czego to doszło? schodzę na psy;/
Nosz ku*** (cenzurka - mogą tu być małoletnixD) żebym żadnego Harlekina w domu nie miała xD?!?
Ah bym zapomniała Merry X-mas!! yyy... to chyba inaczej szło Happy Halelujah?? yyyy najlepiej po prostu po polsku Smacznego jajka xD !!!

PS.: Gdzie tam moje komentarze ktoś by czytał. Ty jedna to wykonujesz. Pewnie tylko dla tego, że zaśmiecam nimi twojego bloga. hahaha...
Napisał/a: Me
Dnia: 20.03.2008
| brak www


hahahah... jeszcze skrzywiłabym im psychikę. Biedne, niedoświadczone dzieci, po przeczytaniu tych pikantnych (ja nie szczędzę słów) opisów czynności, mogłyby przestać być takie niewinne. Albo jeszcze by się wystraszyły i stwierdziły, że sex (i tym podobne zabawyxD) to coś obrzydliwego (wcale tak nie jest! hahaha...). No i jakbym mogła być tak okrutna i tak je krzywdzić? Dlatego zaniechajmy pomysłu pisania erotyków :D
Muszę przyznać, że odcinek bardzo fajny. Przy tej sytuacji kiedy wpychali Alice do samochodu i kiedy udawała, że coś się stało prawie się śmiałam w głos . Ale i tak będę czepialska. To zdanie jest całkiem nie gramatyczne: "Takie tam pierdoły gadaliśmy." albo za pierdołami powinien być jakiś znak interpunkcyjny(proponuje kropkę) albo mogłaś inaczej to sformułować. Dziwnie brzmi. Ale to już tak na siłę wyciągnęłam, bo bardzo ciężko jest znaleźć błędy :D Coż chyba tracę mój naturalny talent... do zrównywania ludzi z podłożem xD
Pisz dalej, bo nie źle ci idzie :D
Napisał/a: Me
Dnia: 20.03.2008
| brak www


Cud, miód i orzeszki :). Fajny odcinek. Rozwaliła mnie próba wciągnięcia Alice do samochodu i rozmowa z bratem (no jak ona mogła przesolić mu jajecznicę :)). Czekam na kolejną część.
Napisał/a: Grace
Dnia: 20.03.2008
| brak www


nie wiedziałm, że jestem aż taka inspirująca i motywująca ^^ I jestem wierna, ty kaszano, masz jakieś wątpliwości, co?! zdradziłam cię kiedyś?!?! buhahaha kocham cię za ten zielony sok :D
mi się bardziej podobało jak nie było łączenia po 2 odcinki bo było bardziej EMOcjonująco (^^), taki element wyczekiwania... chociaż ja i tak znam najbliższe 5 odc jak nie więcej (tak, tak, możecie mi zazdrościć :D)
no i mój ulubiony fragment z tego odcinka - Keltie dresiarz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! buhahahahaha
Napisał/a: nieuczesana
Dnia: 20.03.2008
| brak www


Właśnie przeczytałam całe to twoje opowiadanie i tak sobię myślę,że Brendon byłby dobrym kandydatem na chłopaka Alice i Ryan mógłby dać jej podwyżkę, bo biedna dziewczyna nie ma na rachunki xD. A tak w ogółe to rozwalił mnie odcinek z ręką Ryana i Harrym Potterem.
Napisał/a: heidi
Dnia: 19.03.2008
| brak www


Nie no, odcinek fajny...wcześniej nie komętowałam bo właściwie nie byłam pewna...czy mi się podobają odcinki czy nie...ale ten naprawde mi sie podoba. No i z niecierpliwością czekam na next;)
Napisał/a: M...
Dnia: 18.03.2008
| brak www



Podstrona: *1* / 2



lay by: nieuczesana & ptn